X

Już zmykasz ? Sprawdź jeszcze to.

Artykuł

W

e wtorkowym meczu PlusLigi, rozgrywanym awansem z 14. kolejki, ekipa Jastrzębskiego Węgla po zaciętym widowisku pokonała we własnej hali BKS Visłę Bydgoszcz 3:2.


Jastrzębianie byli zdecydowanymi faworytami tej konfrontacji. Podopieczni Roberto Santillego przed tym meczem mieli na swoim koncie siedem rozegranych spotkań, po których plasowali sie na szóstym miejscu z bilansem czterech zwycięstw, trzech porażek i 12 punktów. Przed kilkoma dniami siatkarze z południa Polski pokonali we własnej hali beniaminka rozgrywek - Ślepsk Suwałki 3:0.


We wtorkowy wieczór zawitał do nich zespół, który fatalnie rozpoczął sezon, przegrywając sześć pierwszych spotkań. Bydgoszczanie mieli na swoim koncie tylko "oczko" za przegrany tie-break w Radomiu z Cerrad Czarnymi.


Oba zespoły miały już okazję "skrzyżować rękawice" w tym sezonie, w ramach 1. kolejki. Wówczas Jastrzębski pewnie wygrał nad Brdą 3:0.


O ile w pierwszym secie jastrzębianie dyktowali warunki gry i powoli odskakiwali od adwersarzy, wygrywając ostatecznie 25:21, tak w drugiej partii emocji nie zabrakło. Przez dłuższy fragment tej odsłony wydawało się, że mistrzowie Polski z 2004 roku również bezproblemowo poradzą sobie z BKS-em.


Gospodarze mieli trzy piłki setowe (24:21), ale wówczas rzutem na taśmę przebudzili się podopieczni Przemysława Michalczyka, który reprezentował barwy jastrzębian w wspomnianym złotym sezonie dla tego klubu. BKS nie tylko odrobił straty, ale nawet wywalczył setbola, którego następnie po skutecznym bloku wykorzystał. Na trybunach zapanowała lekka konsternacja.


Świetna postawa bydgoszczan w końcówce drugiej partii dodała im animuszu w trzecim secie, w którym doszło do bardzo ciekawej i przede wszystkim wyrównanej batalii. Końcówka przypominała scenariusz z poprzedniej odsłony. Przy stanie 23:20 dla jastrzębian, bydgoszczanie zdobyli dwa punkty z rzędu. Powtórka z rozrywki? Nie tym razem. Skuteczny atak z lewego skrzydła Christiana Fromma pozwolił miejscowym odzyskać prowadzenie w meczu.


Jastrzębianie, chcący wygrać to spotkanie za trzy punkty, od mocnego uderzenia rozpoczęli czwartego seta (5:1). Bydgoszczanie, w barwach których grali doświadczeni Piotr Lipiński oraz Janusz Gałązka, nie zamierzali jednak odpuszczać i szybko "doskoczyli" do rywala na jeden punkt, a następnie doprowadzili do remisu (12:12).




MVP meczu została wybrana - Christian Fromm



Nie był to koniec ich dobrej postawy, gdyż chwilę później po skutecznym bloku wyszli na prowadzenie 15:13. Od tamtej pory kibice znowu byli świadkami wymiany ciosów.


W pewnym momencie na tablicy świetlnej widniał wynik 21:18 dla BKS-u, ale o wszystkim zadecydowała gra na przewagi. W niej przyjezdni dopięli swego. As serwisowy Gałązki doprowadził do tie-breaka.


W decydującej partii ekipa Santillego znowu w pierwszych akcjach odskoczyła na kilka punktów, ale tym razem nie pozwoliła przeciwnikom na dogonienie się.


Bydgoszczanie nie mieli żadnych argumentów w tej odsłonie, przegrywając 11:15. Na osłodę przyjezdnym został zdobyty punkt meczowy, co można uznać za sporą niespodziankę.


MVP: Christian Fromm ( Jastrzębski Węgiel )


Wynik meczu



Jastrzębski Węgiel vs BKS Visła Bydgoszcz  3:2   (25:21,25:27,25:23,24:26,15:11)

Jastrzębski Węgiel : Bucki (17), Vigrass (6), Kampa (4), Depowski (10), Hain (3), Fornal (6), Rusek (libero) oraz Fromm (14), Margarido, Konarski (6), Lyneel, Gladyr (6), Popiwczak (libero).

BKS Visła Bydgoszcz : Gałązka (10), Stern (26), Lipiński, Kalembka (16), Quiroga (2), Urbanowicz (17), Szymura (libero) oraz Woch (1), Gryc (3), Gil, Peszko (13).






PZPS, Volley-WorldNadesłał Tomasz Zduniak






Volley-World , Nadesłał : Tomasz Dan , Redaktor artykułu : Magda Nietrzaska






Dodał/a Magda Nietrzaska

Nasza portal oferuje ponad 10 lat najświeższe wiadomości o piłce siatkowej , jesteśmy zawsze tam gdzie się coś podbija, gdzie walka idzie o każdy punkt, piszemy o siatkówce jak jest, nie owijamy w bawełnę.

  • 0

Komentarze 0

Twój e-mail nie będzie opublikowany.*

Wybrane kategorie

Wiadomości Twittera

Polub nas na Facebooku

Kalendarz






N

ie zwalniają tempa siatkarki DPD LEgionovii. Podopieczne trenera Alessandro Chiappiniego pokonały w Bydgoszczy Pałac 3:1 i zainkasowały kolejne trzy punkty w tabeli Ligi Siatkówki Kobiet, w któej zrównały się już z ŁKS-em Łódź.


Legionowianki wyrastają na „czarnego konia” rozgrywek, któy już napsuł sporo krwi faworytom, a może jeszcze sporo zdziałać w tym sezonie.


Pojedynek nie najlepiej rozpoczęły gospodynie. Błąd w ataku Eweliny Żurowskiej oraz blok na niej dał legionowiankom prowadzenie 4:1. Ponadto w kolejnej akcji punktowy atak zaliczyła Olga Strantzali. Różnica między drużynami zwiększyła się, gdy ta sama siatkarka zbiła przechodzącą piłkę (8:2).


Czytaj więcej



S

iatkarze Asseco Resovii rozegrali w niedzielę bardzo dobrą partię i po zaciętej walce pokonali Aluron Virtu CMC Zawiercie 3:1. To czwarte zwycięstwo naszej drużyny w tym sezonie przedłużające jej szanse na awans do fazy play-off.


MVP spotkania, w którym szczególnie emocjonujący był czwarty, grany na przewagi, set został Zbigniew Bartman. W piątek na Podpromie przyjadą Czarni Radom.


Resovia wybiegła do starcia z Jurajskimi Rycerzami mocno zdeterminowana. Rywale także. Grały emocje i nerwy. To było twarde starcie. Każdy starał się kończyć swoje akcje w pierwszym uderzeniu. Po autowym ataku Grzegorza Boćka, który przestrzelił kilka kontr, było 10:8 dla gospodarzy.


Po dwóch obiciach ze śr



C

hoć nie brakowało wielkich emocji, to siatkarze PGE Skry wykonali swoją misję, którą było zwycięstwo za trzy punkty w Radomiu z tamtejszą Eneą Cerradem Czarnymi (3:1).


W niedzielnym spotkaniu kolegom na boisku nie mógł pomóc kapitan PGE Skry Mariusz Wlazły, który zachorował i wspierał kolegów jedynie z trybun. W roli kapitana zastąpił go Grzegorz Łomacz, a jako pierwszy atakujący zagrał Serb Dusan Petković.


Obie drużyny postawiły na mocną zagrywkę i od początku realizowały swoją taktykę. Z czasem to jednak PGE Skra zaczęła dominować - wszystko dzięki solidnej obronie i grze na kontrze.


Po kolejnej takiej akcji, kiedy w kontrataku akcję zakończył Norbert Huber (świetna zagrywka Jakuba Ko